Ślub w stodole

Tak się wydarzyło, że pandemia Covid-19 pokrzyżowała plany pewnej młodej parze. Okazało się również, że dookoła znajduje się mnóstwo zdolnych i chętnych do pracy ludzi i tak oto przydomowa stodoła stała się miejscem weselnym Justyny i Arthura. Odświeżona, wymalowana i wystrojona. Miałyśmy to szczęście, że uczestniczyłyśmy w tym odczarowywaniu miejsca i ukwieciłyśmy co nieco stoły, ściany, wejście, ułożyłyśmy bukiet dla panny młodej i rodziców, wsadziłyśmy polne kwiaty do starych wazonów i wiader, zawiesiłyśmy bluszcz i uplotłyśmy wianek na stół. Pachniało piwoniami, eukaliptusem i rumiankiem.